Nie licz na emeryturę z ZUS i OFE – historia polskiego systemu emerytalnego – cz.6

„Czyje są środki zgromadzone w OFE ?” Nasze czy nie nasze?

W poprzedniej części opracowania zajmowaliśmy się zagadnieniem działań rządu w ostatnich 5 latach odnośnie reformy OFE. Dziś pora zająć się zaanonsowanym zagadnieniem p.t.
„czyje są środki zgromadzone w OFE ?”.
Na logikę wydaje się że nasze ale nic bardziej błędnego.

Przypomnijmy co mówiła jedna z posłanek AWS, swego czasu żywo zaangażowana w projekt reformy OFE. Powiedziała to pewnemu publicyście publikującemu niestety swoje przemyślenia w tzw. mediach niszowych (przepraszam za to kreślenie osoby, które mają odmienne zdanie co do roli i zasięgu tych mediów :). Oto co powiedział ów gentleman czyli Stanisław Michałkiewicz na temat sławetnej rozmowy z czasów gdy projektowano założenia systemu OFE:

„ … Wprawdzie teoria głosi, że pieniądze zgromadzone w Otwartych Funduszach Emerytalnych stanowią własność przyszłych emerytów, ale spokojnie możemy włożyć to między bajki. W 1997 roku zapytałem posłankę zwycięskiej AW„S”, panią Ewę Tomaszewską, czyją własnością są te pieniądze. Kiedy odpowiedziała, ze własnością ubezpieczonych, bardzo się ucieszyłem i wyraziłem przypuszczenie, ze gdyby taki delikwent zażądał wypłacenia sobie tych pieniędzy na, dajmy na to, podróż dookoła świata, to Otwarty Fundusz wypłaci mu je bez mrugnięcia okiem. Pani Tomaszewska odpowiedziała, że nie, że o tym nie ma mowy. – Jakże to – zapytałem zdziwiony. – Nie wypłacą właścicielowi na jego żądanie? – Bo każdy by tak chciał! – ucięła pani Tomaszewska. Więc nie miejmy żadnych złudzeń, bo rząd traktuje te pieniądze jako swoje – podobnie zresztą, jak właściciele owych Otwartych Funduszów Emerytalnych, którzy ciągną z nich bez żadnego ryzyka sutą prowizję. Bez żadnego ryzyka, bo charyzmatyczny premier Buzek zadbał o to, by gwarantem wypłacalności Otwartych Funduszy był… budżet państwa, czyli – my wszyscy, jako podatnicy. Zawsze bowiem jest tak, że najlepsze interesy robi się na przychylaniu nieba ludziom ubogim. „

Tyle z przytoczonej relacji publicysty powinno wystarczyć za cały komentarz jednak pociągnijmy ten wątek dalej. Owa wypowiedź powinna być dla nas sygnałem alarmowym. Ale gdyby nawet nie była to mogliśmy powiedzieć że istniało ryzyko że wypowiedź była wyrwana z kontekstu albo że pytający miał na myśli zgłoszenie się do OFE członka systemu z żądaniem wypłaty zgromadzonych tam środków przed ustawowym terminem. Faktycznie już na starcie twórcy reformy powiedzieli nam że środki z OFE będą poza naszym zasięgiem i że stan taki utrzyma się do czasu przejścia na emeryturę. Natomiast z chwilą przejścia na emeryturę miało być prawie jak u Jurka Owsiaka czyli „róbta co chceta” i dlatego pewno tak łatwo uwierzyliśmy w te reklamy emerytów pod palmami czy możliwość wsparcia swoją emeryturą ciężkiego losu naszych dzieci czy wnuków.

Jednak otrzeźwienie w końcu przyszło, szkoda że tak późno i nie na wszystkich. Do tego pamiętnego dnia mogliśmy snuć marzenia o tym że kiedyś OFE wypłacą nam nasze pieniądze, które z takim trudem i mozołem wpłacaliśmy (za pośrednictwem miłego ZUS) do OFE przez cały okres pracy zawodowej. Jednak jak wspomniałem nastał czas że łuski z oczu nam spadły (co niektórym) a stało się to tak:

Pewien oporny na reformy młodzian (Adam Mielczarek) odmówił dobrowolnie w roku 1999 zapisania się do OFE i rozpoczął batalię sądową, w której domagał się ustalenia czy można kogokolwiek zmuszać do zapisania się do OFE. Niestety przegrywał we wszystkich instancjach. Nasze drogie sądy odmawiały interpretacji na jego korzyść aż w końcu sprawa trafiła do Sądu Najwyższego. Wiosna 2008 Sąd Najwyższy oddalił jego wniosek o kasacje i ostatecznie rozwiał nadzieje członków OFE kwestionując prawo członków OFE do zgromadzonych tam składek i przymusu należenia do systemu OFE. Osobom szczególnie zainteresowanym tematem polecam zapoznanie się z uzasadnieniem wyroku. Zacytuje tu tylko najistotniejszy i wiążący fragment uzasadnienia wyroku przytoczonego przez panią sędzinę reprezentującą swoją osobą powagę Sądu Najwyższego:

“Składka odprowadzana do na OFE jest częścią składki na ubezpieczenie emerytalne, potrącanej i przekazywanej do ZUS” – podkreśliła sędzia Wrębiakowska-Marzec. Dodała, że składka ta ma charakter publiczno-prawny, zaś świadczenie z II filaru jest gwarantowane przez państwo.

“W praktyce będzie dochodzić do sytuacji, kiedy pewne osoby będą żyły dłużej niż środki zgromadzone na ich kontach, przewidywane na określoną długość życia; w takim przypadku oczywiście ich świadczenia będą musiały być finansowane ze składek innych osób. W tej sytuacji należy uznać, że ta składka nie jest prywatną własnością ubezpieczonego” – powiedziała sędzia Wrębiakowska- Marzec.

Czy teraz ktokolwiek ma jakieś wątpliwości czyje są „nasze” składki odkładane w OFE ? Teraz już wiemy że składki OFE nie są już „prywatną własnością ubezpieczonego” ale należą do „systemu emerytalnego”. Składki te są „nasze” z chwilą gdy potrąca nam je pracodawca z naszej pensji natomiast przestają być „nasze” gdy zostaną przelane do ZUS i dalej do OFE. Z tą chwilą przestają być „nasze” i stają się własnością „systemu emerytalnego”. A ponieważ jak wiadomo my i „system emerytalny” to zupełnie odmienne byty osobowe i prawne więc sprawa jest dość prosta.

Jak widać z sentencji wyroku pani sędzina nie zrozumiała idei 2-go filara i finansowania emerytury kapitałowej do wysokości zgromadzonych środków jaką postulowali twórcy OFE w roku 1999 (niektórzy twierdzą że zawód sędziego to ofiara idei feminizmu i że w wyrokach sędziów noszących pod togą spódnicę często decyduje nie litera obowiązującego prawa ale kobiece postrzeganie prawa i zasad sprawiedliwości (społecznej?), które jak wiemy różni się dość znacząco od obowiązującego kodeksu). Z jej interpretacji wynika iż składki OFE i sposób wypłaty emerytury z OFE traktuje tak samo jak składki ZUS i emeryturę wypłacaną z 1-szego filaru przez ZUS. Nadmienię tylko że pani sędzia niby jakaś delfijska Pytia przewidziała zmiany jakie dokona rząd i sejm odnośnie reformy OFE a które dokonały się późna jesienią 2008. Skąd pani sędzina wiedziała że środki z OFE zostaną rozdysponowane w analogiczny sposób jak robi to ZUS pozostanie jej słodka tajemnicą.

Od tego sławetnego wyroku upłynęło już trochę czasu. Pan Mielczarek odgrażał się że wyczerpawszy drogę w polskim sądownictwie zwróci się do europejskiego trybunału w Sztrasburgu (ETS). Niestety nie wiemy czy starczyło mu wytrwałości (wszyscy powinniśmy mu gorąco kibicować i wspierać go we wszelki możliwy sposób w tej nierównej walce). Nawet jeśli starczyło mu wytrwałości to wyrok może zapaść za wiele lat a biorąc poprawkę że sędziowie ETS rekrutują się z tej samej socjalistycznej stajni co i nasi trudno liczyć na to by czysta sprawiedliwość zatryumfowała w miejsce „sprawiedliwości społecznej”.

Przypomnijmy po raz kolejny zatem prawdę objawioną: składki OFE nie należą do płatników ale należą do „systemu emerytalnego”. Znając tą smutną prawdę powinniśmy się zastanowić czy w takim razie istotne jest ile „naszych” składek zgromadziliśmy w OFE, czy OFE nimi dobrze zarządzają i czy mamy prawo spodziewać się że dostaniemy kiedykolwiek emeryturę od owego „systemu emerytalnego”, który pożarł nasze składki emerytalne. Na logikę wydaje się że jeżeli „nasze” składki przeszły na rzecz „systemu emerytalnego” to tylko od dobrej woli i kondycji finansowej owego „systemu emerytalnego” będzie zależeć czy w ogóle dostaniemy jakąkolwiek emeryturę, ile ona wyniesie i na jakich zasadach będzie nam wypłacana.

Dlatego ile razy słyszę pytania jakie OFE wybrać i czym się kierować przy jego wyborze to zawsze odpowiadam że decyzję warto podejmować choćby w oparciu walory estetyczne nagabującego nas agenta OFE. Może bowiem się okazać iż z takiego spotkania w przyszłości wywiąże się gorące uczucie, które przerodzi się trwały związek małżeński funkcjonariusza systemu emerytalnego oraz jego ofiary z korzyścią dla obojga.
W ostateczności nawet chwila przyjemności wynikająca ze zbliżenia seksualnego z agentem czy agentką OFE (w zależności od płci pozyskiwanego członka OFE i jego preferencji seksualnych :) może być choćby w minimalnym stopniu właściwym zadość uczynieniem za utratę naszej emerytury skoro jest ona już przesądzona ostatecznie i nie rokujemy szans na jej odzyskanie (patrz ostatnia uwaga poniżej).

Nadal jednak istnieje bardzo nikły cień szansy że środki zgromadzone w OFE powrócą do nas. Szansa ta trwa i trwać będzie tak długo jak środki w OFE będą się znajdowały czyli nie wpadną w łapy urzędników, którzy je przepuszczą na bieżące wydatki ani nie zostaną zdefraudowane przez same OFE. O tym będzie traktowała kolejna i ostatnia już część elaboratu :)

Źródło: http://www.niepoprawni.pl/blog/2456/emerytura-ktorej-nie-bedzie-czyli-polski-system-zusofe-cz-6

Artykuł wykorzystany za zgodą autora 2-AM, oryginalny tytuł artykułu: „Emerytura której nie będzie czyli polski system ZUS+OFE”.

Warto przeczytać:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *