Nie licz na emeryturę z ZUS i OFE – historia polskiego systemu emerytalnego – cz.5

Kolejne reformy „reformy OFE” oraz aktualny stan prawny.

Na wstępie ostrzegam że wątek ten będzie nieco przydługi ale nie dało się go logicznie rozdzielić na więcej części stąd proszę o wyrozumiałość albo zaplanowanie sobie czytelniczej przerwy by nie męczyć zbytnio wzroku.

Po tym jak w poprzedniej części opracowania (cz. 4 ) zajęliśmy się hipotetyczną wysokością wypłat z OFE i przyjrzeliśmy się co bardziej charakterystycznym postaciom zamieszanym w reformę OFE powróćmy jeszcze na chwilę do korzeni reformy OFE czyli historycznych wydarzeń jakich byliśmy świadkami przy starcie systemu OFE w roku 1999 czyli trochę o kampanii OFE, o faktach i o mitach. Pod koniec cz. 2 opracowania dostępnej pod linkiem :
http://akademiaoszczedzania.pl/oszczedzanie-na-emeryture-system-emerytalny-2/
była mowa o obietnicach i zapewnieniach twórców reformy OFE u jej zarania (warto sobie przypomnieć jak ktoś nie dokładnie oglądał te wypowiedzi o reklamach nie wspominając).

Przez chwilę pójdźmy dalej tym tropem.
Kto jeszcze pamięta jak w roku 1999 prawie ze łzami w oczach minister finansów i wice premier rządu AWS (wtedy z ramienia Unii Demokratycznej czy może już Unii Wolności ?) Leszek Balcerowicz przekonywał nas z ekranu telewizora by ujawnić się i wyjść z szarej strefy (jeśli ktoś w swej głupocie tam się ukrywał przed miłościwym fiskusem) i uczciwie płacić podatki ze szczególnym uwzględnieniem składek emerytalnych oraz by pilnować pracodawców by ci rzetelnie płacili nasze składki emerytalne do ZUS i dalej do OFE. Legalna praca oraz wysokie wynagrodzenie oficjalnie opodatkowane miały być bowiem gwarantem odłożenia wysokich kwot w systemie OFE a co za tym idzie gwarancją dostatniej emerytury z systemu ZUS+OFE. Po raz kolejny okazało się że Leszek Balcerowicz mylił się lub z premedytacją „rżnął z nas głupa” próbując podpuścić nas do ujawnienia wszystkich dochodów co pozwoliło na ich opodatkowanie pod pretekstem konieczność odłożenia dużych kwot na przyszłą emeryturę. Z tych zapewnień wynikało że im więcej będziemy zarabiać (legalnie) tym więcej odłożymy na swoją indywidualna dziedziczoną emeryturę z 2-go filara i tym dostatniej będzie nam się żyło (lub naszym dzieciom jeśli nas zabraknie) w jesieni naszego żywota.
Osoby które uwierzyły w te apele i ujawniły się ze swoimi dochodami wykopały sobie przysłowiowy grób. Nie dość że zaczęły płacić podatki od znacznie większych legalnie już ujawnionych dochodów to straciły praktycznie 1/5 swoich poborów, które miały być przeznaczone na przymusowe zabezpieczenie emerytalne (zapomnijmy o podatkach zdrowotnych zwanymi składkami NFZ). Nie będąc zarejestrowanym w oficjalnej ewidencji ze swoimi „lewymi dochodami” mogły te pieniądze przeznaczyć na indywidualną konsumpcje (podtrzymywało to wzrost gospodarczy w czasie kryzysu) lub przeznaczyć je na indywidualne zabezpieczenie przyszłych potrzeb finansowych w tym i emerytalnych z dala od lepkich łapek czeredy urzędników. Dziś już nie ma żadnych wątpliwości kto wyszedł na idei systemu emerytalnego ZUS+OFE jak przysłowiowy „Zabłocki na mydle”. Znowu niestety odbiegliśmy od tematu jakim jest reforma OFE i w jej świetle dziedziczenie emerytur z OFE zatem wracamy do tematu.

Pod koniec okresu rządów PiS w roku 2007 (szkoda że tak późno) zaczęto coraz głośniej mówić o dokończeniu reformy OFE. Wcześniej nikt sobie nie zawracał głowy takim detalem jak wypłaty z OFE bo od startu reformy emerytalnej jeszcze przez 10 lat nie istniało ryzyko wypłaty komukolwiek emerytury ze zreformowanego systemu emerytalnego. Temat zaczęto nawet publicznie walcować w toku operetkowych „konsultacji społecznych” i kolejnych odsłon pomysłów osób odpowiedzialnych w rządzie za reformę OFE. Konieczność dokończenia reformy OFE była oczywista. Zbliżał się rok 2009 czyli data pierwszych wypłat emerytur z OFE a nie opracowano jeszcze ani koncepcji zakładów emerytalnych, które miały wypłacać emeryturę z ZUS i z OFE ani nie określono ostatecznie jak ta emerytura ma zostać wypłacana. Autorom reformy ze sławetnego AWS w roku 1999 wystarczyło bowiem zbudowanie systemu przymusowego poboru podatku emerytalnego i wyczarowanie przed oszukanym elektoratem mglistych wizji dostatniej emerytury. Jednak inwencji i odpowiedzialności za stworzenie systemu wypłat już nie starczyło. Może nikt z twórców systemu nie przewidywał ze dojdzie to jakichkolwiek wypłat z nowego systemu emerytalnego ? Może w skrytości zakładali że wystarczy wyprowadzić pieniądze z kieszeni podatnika ? A może kierowano się tutaj nasza polską fantazja ułańską , którą już Mickiewicz w Panu Tadeuszu opisał słowami Sędziego Soplicy:
„Szabel nam nie zabraknie,
szlachta na koń wsiędzie,.
Ja z synowcem na czele i
– jakoś to będzie !”

Kto to wie? Jak pisałem wcześniej można by uzyskać odpowiedź na tak postawione pytania gdyby udało nam się znaleźć odpowiednie argumenty do zwierzeń twórców reformy OFE.

Pro forma przypomnijmy jakie były nasze złudzenia wykreowane atakiem reklamowym, wypowiedziami „ekspertów” od sprawy reformy OFE i zapewnieniami sprzedawców polis 2-filarowych co do możliwości wypłat środków z OFE :
1. Na wniosek zainteresowanego emeryta wypłata jednorazowa zgromadzonego kapitału w OFE z chwilą przejścia na emeryturę (emerytura z ZUS czyli 1-go filaru była by wypłacana nadal pod postacią dożywotniej emerytury)
2. Wypłata dożywotniej emerytury (część z OFE) przez powstały w tym celu zakład emerytalny ale tylko do wysokości zgromadzonego w okresie oszczędzania kapitału wraz z odsetkami od niego.
3. Wypłata emerytury (część z OFE) przez zadany i uzgodniony okres np. w równych ratach przez okres roku, 2 czy 10 lat – oczywiście wyłącznie o wysokości zgromadzonego kapitału.

Pewne otrzeźwienie powinno jednak przyjść jeśli ktoś miał czas i ochotę analizować nieliczne i nieco bardziej szczere wypowiedzi twórców reformy systemu OFE. Problem w tym że te wypowiedzi nie ukazywały się publicznie w ogólnodostępnych mediach.

Tu posłużę się cytatem z dość zamierzchłego felietonu Stanisława Michałkiewicza, który tak oto zrelacjonował dyskusje jaka wywiązała się między nim a panią Ewą Tomaszewską (swego czasu posłanką na sejm, przewodnicząca licznych komisji i ciał doradczych) , która maczała swoje paluszki w tematyce ubezpieczeniowej w tym i reformie systemu emerytalnego:

„ … Wprawdzie teoria głosi, że pieniądze zgromadzone w Otwartych Funduszach Emerytalnych stanowią własność przyszłych emerytów, ale spokojnie możemy włożyć to między bajki. W 1997 roku zapytałem posłankę zwycięskiej AW„S”, panią Ewę Tomaszewską, czyją własnością są te pieniądze. Kiedy odpowiedziała, ze własnością ubezpieczonych, bardzo się ucieszyłem i wyraziłem przypuszczenie, ze gdyby taki delikwent zażądał wypłacenia sobie tych pieniędzy na, dajmy na to, podróż dookoła świata, to Otwarty Fundusz wypłaci mu je bez mrugnięcia okiem. Pani Tomaszewska odpowiedziała, że nie, że o tym nie ma mowy. – Jakże to – zapytałem zdziwiony. – Nie wypłacą właścicielowi na jego żądanie? – Bo każdy by tak chciał! – ucięła pani Tomaszewska. Więc nie miejmy żadnych złudzeń, bo rząd traktuje te pieniądze jako swoje – podobnie zresztą, jak właściciele owych Otwartych Funduszów Emerytalnych, którzy ciągną z nich bez żadnego ryzyka sutą prowizję. Bez żadnego ryzyka, bo charyzmatyczny premier Buzek zadbał o to, by gwarantem wypłacalności Otwartych Funduszy był… budżet państwa, czyli – my wszyscy, jako podatnicy. Zawsze bowiem jest tak, że najlepsze interesy robi się na przychylaniu nieba ludziom ubogim. „

Zacytowany tu wyżej wątek ten rozwinę jeszcze w dalszej części opracowania w kontekście uściślenia dość interesującego nas wszystkich że nawet powiedział bym „kardynalnego” zagadnienia p.t. „czyje są środki odkładane w OFE ?”.

Jednak te oczywiste koncepcje dotyczące logicznych możliwości wypłat środków z OFE nie znalazły zrozumienia w oczach potężnych ministrów i dzielnych posłów zajmujących się tą doniosłą tematyką w rządach tzw. „prawicy” jakie nastały po 4 letnim okresie rządów tzw. „lewicy”, który to jak pamiętamy nastał po zejściu ze sceny politycznej nieboszczki o nazwie AWS która nam zafundowała swoje „reformy” w tym i tą „emerytalną”.
Pierwszym, który dostał „na tapetę” temat był wszechmocny minister MSWiA Ludwik Dorn. Zajmował się on wieloma kwestiami jednocześnie poczynając od budowy wspólnego systemu informatycznego dla całej administracji rządowej po system emerytalny OFE nie zapominając o statutowych działaniach MSWiA (znowu kłania nam się stare przysłowie „gdzie kucharek 6, tam nie ma co jeść” które objawiło się nam w pełni jako że L. Dorn nie zajął się skutecznie żadnym tych istotnych tematów).
Jednak nastał czas gdy wszechmocny minister zwany przez wielu z podziwem czy też zawiścią „3-cim bliźniakiem” popadł w niełaskę w wyniku personalnego konfliktu z premierem, szefem swojej partii. Panowie zapałali do siebie tak gorącym uczuciem że L. Dorn podał się do dymisji (a może go do tego zmuszono ? – nie pamiętam szczegółów) z zajmowanego stanowiska a potem nawet wystąpił z partii (a może to chodziło tylko o klub parlamentarny ? – nie istotne) swojego pryncypała zakładając własną i z przyczyn oczywistych nie mógł zajmować się tak trywialną sprawą jak jakieś tam emerytury OFE dotyczące na dodatek jakichś 14 milionów obywateli w dodatku dużo młodszych niż pan Dorn i jego koledzy którzy załapali się przezornie na stary system emerytalny z ZUS.
Następnym jeźdźcem, który śmiało wskoczył na tego galopującego rumaka był ś.p. poseł Przemysław Edgar Gosiewski. Kontynuował on rozważania Ludwika Dorna z tym ze w jego pracach coraz bardziej dało się dojrzeć próby zrobienia z OFE i sposobu wpłacania emerytur drugiego ZUSu. O zmarłych nie należy mówić źle a do tego pan poseł nie przeforsował swoich zamysłów w postaci reformy (nastąpiła zmiana ekipy rządowej w wyniku podania rządu J. Kaczyńskiego do dymisji i przegranych przez niego przyspieszonych wyborów) a tylko zostawił materiał swoim następcom do dalszych przeraźliwych eksperymentów.

Skoncentrujmy się do jakich wniosków doszli zajmujący się tematem reformy OFE panowie Dorn i Gosiewski.
Panowie rozważali zagadnienia :
– możliwość jednorazowej wypłaty środków zgromadzonych w OFE z chwilą przejścia na emeryturę (byli do tego sceptycznie usposobieni ale nie chcieli podjąć wiążącej decyzji skazującej ich na niechlubny tytuł
arcyzłodzieja składek emerytalnych 14 milionów pracujących)
– możliwość wypłaty emerytury z OFE w równych transzach przez zadany i ustalony z ubezpieczonym okres czasu
– możliwość wypłaty dożywotniej emerytury z OFE i związanych z tym kwestii dziedziczenia
– stworzenie dedykowanych zakładów emerytalnych (prywatne jak OFE czy państwowe jak ZUS, kwestia ich liczby ?) odpowiedzialnych za wypłatę emerytur z OFE i dalsze zarządzanie środkami przekazanymi przez OFE z chwilą przejścia na emeryturę (takie OFE bis *) i określenie sposobów wynagradzania owych zakładów emerytalnych
– możliwość wprowadzenia „emerytur małżeńskich” umożliwiających otrzymywanie przez żyjącego małżonka emerytury na bazie zgromadzonych środków przez zmarłego małżonka (rozwiązanie to wspaniale miało zabezpieczyć los małżonka, który nie pracował lub miał krótkie okresy składkowe a co za tym idzie bardzo niską emeryturę podczas gdy jego zmarły partner zgromadził duży kapitał w OFE i był skłonny podzielić się nim ze swoim małżonkiem w przypadku swojej śmierci – przypomina to nieco profity jakie wynikają ze wspólnego rozliczenia małżonków w zeznaniu PIT gdy jedno z nich ma wysokie dochody a drugie niskie lub nie pracuje).

pisząc znak (*) chciałem zwrócić uwagę że same OFE w myśl zapisów nie dokończonego projektu reformy systemu emerytalnego nie były pierwotnie przeznaczone do wypłat emerytur przyszłym emerytom ale tylko do zbierania składek swoich członków i zarządzania nimi. Rolę instytucji odpowiedzialnych za wypłaty emerytur (nie wiadomo czy tylko z OFE czy i zgromadzonych w ZUS) miały pełnić specjalizowane zakłady emerytalne (jeszcze nie istniejące) do których miała zostać przelana całość środków zgromadzonych w OFE (a może i co miesięczna transza emerytury z ZUS) które za tą miłą czynność miały pobierać wynagrodzenie z pieniędzy przekazanych przez OFE w wysokości 3% a może i nawet 4% (chyba jednak zapadła decyzja o prowizji w wysokości 3,5%) od przekazanych im środków (granda !).

Niniejsze rozważania skończyły się pod postacią dyskusji, wspomnianych konsultacji i nie zakończyły się wiążącymi decyzjami jako że jak wspomniano nastąpiła zmiana ekipy u władzy.

Nowi włodarze wzięli się za temat , przeanalizowali zaproponowane rozwiązania i na ich bazie stworzyli własne jeszcze gorsze podstawy, które niestety zostały przepchnięte przez sejm i stały się prawem w ramach kolejnej nowelizacji systemu emerytalnego OFE. Przypomnijmy kto zajmował się tematem z ramienia obecnej ekipy.
Oficjalnie temat znajdował się w gestii Ministerstwa Polityki Społecznej (chyba jakoś podobnie nazywa się ten nikomu nie potrzebny resort rządowy) i za całość tematu odpowiadała jego szefowa zasiadająca na tej synekurze z nadania Waldemara Pawlaka i jego chłopskiej partii PSL czyli Jolanta Fedak.

O pani tej we własnym jej resorcie krążą wręcz legendy, których nawet nie wypada cytować. Tematem stanu umysłu pani ministerki zajmowali się nawet dziennikarze prasowi i radiowi poruszeni do żywego nie tylko doniesieniami „życzliwych” (nigdy ich nie brakuje) ale i bezpośrednią ilustracją stanu umysłu i ciała w jakim znajdowała się wzmiankowana ministerka na co mieli jak twierdzili dowody. Ponieważ nikt nie chciał drażnić koalicjanta więc temat codziennych nie dyspozycji pani minister spowodowanych jakoby konsumpcją napojów wysokoprocentowych nie ujrzał światła dziennego ani nie wypowiedział się na ten temat jej pryncypał (partyjny czy rządowy). Problemy „zdrowotne” pani minister można by pominąć dyskretnym milczeniem gdyby nie fakt że będąc „pod wpływem” praktycznie co dziennie wygadywała takie rzeczy w kontekście naszych przyszłych emerytur że posady systemu emerytalnego zbudowanego w roku 1999 drżały jak przy najpotężniejszych wstrząsach tektonicznych a wraz z nimi 14 milionów ubezwłasnowolnionych niewolników systemu emerytalnego.

Pani Minister „zasłynęła” bezkompromisowym podejściem do tematu i wyrosła na pierwszoplanowego wroga OFE oraz co ciekawsze nas wszystkich zmuszonych do odkładania w tym systemie emerytalnym (ten nieco paradoksalny i na pierwszy rzut oka nie logiczny wątek wyjaśnię nieco później).

Pani minister jest również bezkompromisowa w kontaktach ze swoimi kolegami i współpracownikami. Do kanonu już weszło sławetne „spier..aj” jakim przywitała swojego partyjnego kolegę Marka Sawickiego na posiedzeniu rządu nie krępując się obecnością premiera czy innych osób. Po prostu tak jej się szczerze wyrwało do kolegi i już. Przyjmijmy że nie będziemy zajmować się jak mawiał klasyk „kulturom i godnościom osobistom” pani ministerki bo nas interesuje przecież jakie były jej działania w zakresie OFE a nie czy swym zachowaniem przypomina grzeczną pensjonariuszkę szkoły dla dziewcząt czy też pensjonariuszkę innego wręcz ogólno publicznego przybytku.

W miarę rozwoju sytuacji pani minister ostrze swej krytyki wbijała stopniowo w coraz bardziej rozmiękłe podbrzusze samych OFE. Wpierw zaczęła lamentować że opłaty za OFE są za wysokie w stosunku do zysków jakie OFE generują (faktycznie w tym czasie OFE miały straty – najlepsze z nich były na minusie o ok. –13%). Był to rzeczywiście trudny okres gdy jak przysłowiowy filip z konopi wyskoczył „kryzys” co spowodowało wielkie spadki przewartościowanych akcji na GPW, które OFE kupowały w ramach swoich inwestycji (najbardziej agresywne z nich np. Polsat miały 40% aktywów w akcjach a do tego bardzo wiele w papierach tzw. „misiów” (małe i średnie spółki zwane MIS) które przed kryzysem osiągały zawrotne wyceny a w kryzysie potraciły nawet i 70% swej wartość w wyniku tąpnięcia na giełdach w tym i naszej GPW.
Problem z panią minister (być może na skutek opisanych tu jej problemów zdrowotnych) polegał na tym że zapomniała że podczas noweli ustawy dotyczącej OFE, rząd w kwietniu 2004 zagwarantował OFE max. wartość prowizji od składek na poziomie aż 7% i to do roku 2014 (przypominam że na starcie w 1999 było nawet i 13%). Pani Fedak żądała by OFE obniżyły tą prowizje do 3-3,5% bo tak źle zarządzają naszymi składkami. Wyglądało na to że OFE postawią się ostro bo gdyby to zrobiły (umów trzeba dotrzymywać albo płacić za ich złamanie) wygrały by przed sądem polskim czy nawet ETS przywrócenie prowizji w wysokości max. 7% i odszkodowanie uwzględniające odsetki idące w miliardy złotych wypłacone przez skarb państwa z naszych podatków. Jednak ku zdziwieniu co niektórych OFE wystraszyły się i zgodziły się mimo biadań w mediach o zachwianiu ich modelem biznesowym na obniżenie w noweli z roku 2009 prowizji do 3,5%. Pewno chodziło o to by rząd zaprzestał kampanii „pijarowskiej” (PR) prowadzonej przez „odpalone” na zlecenie media jak to OFE generują straty i emerytur nie będzie i że trzeba system zreformować.
Po tej próbie sił pani Fedak miała już przetartą ścieżkę do kolejnego zamachu na OFE. Wszystko zgodnie ze starą zasadą Józefa Wisarionowicza Stalina, który mawiał w takich wypadkach że „w miarę postępów socjalizmu, walka klasowa się zaostrza”.

Inna koncepcja, która przyświecała naszym decydentom w pracach nad „reformą” OFE była związana (jak to nazwano z eufemizmem) z „bezpieczeństwem” osób zbliżających się do wieku emerytalnego. Ta troska to wynik obserwacji strat jakie OFE poniosły w latach 2007-2008. Przypomnę tylko ze najlepsze OFE potraciły ok. 13% kapitału i to mimo dopływu świeżej krwi coraz nowych składek. Winna temu była szalejąca bessa na GPW w ramach szalejącego tzw. „kryzia”, który dopadł nas mimo sielskiego spokoju „zielonej wyspy” jaka nas niby otacza do dzisiaj.
Były też OFE i takie, których straty były bliższe wartości 20% zgromadzonych aktywów. Wynikało to ściśle ze strategii inwestycyjnej OFE, która pozwalała na inwestycje do 40% aktywów w akcje na GPW (na szczęście OFE nie mogły jeszcze wtedy inwestować w inne ciekawe produkty finansowe z rynku międzynarodowego oferowane przez parę banków inwestycyjnych w rodzaju Lehman Brothers i jego kompanów bo wtedy straty mogły by zbliżyć się do 100% kapitału – jest nadzieja że już wkrótce Komisja Europejska naprawi ten drobiazg w ramach sporu w jaki weszła z rządem polskim a dotyczącym inwestycji OFE :)
W wyniku takich wahań wartości jednostek uczestnictwa w OFE, osoba przechodząca na emeryturę mogła stracić bezpowrotnie w ciągu bardzo krótkiego okresu 13-20% wartość odłożonych przez dzisiątki lat składek. Zamiast znaleźć rynkowe mechanizmy, które zmusiły by OFE do rozsądnych inwestycji giełdowych chroniących przede wszystkim kapitał przyszłego emeryta (zapewniam że są takie mechanizmy i to działające) postanowiono że OFE zostaną podzielone na kilka sub-funduszy. Pieniądze osób zbliżających się do emerytury miały być inwestowane tylko w „bezpiecznych” ale mało zyskownych funduszach tak by nie narażać członków na straty kapitału nie do odrobienia z powodu braku czasu na poprawę koniunktury. Nie trudno sobie wyobrazić jaki będzie profil inwestycji tzw. „bezpiecznego funduszu” – 90% obligacji skarbu państwa (wątek inwestycji OFE w obligacje zostanie poruszony później) ? Decyzje jeszcze chyba nie zapadły ostatecznie ale prace trwają (a może już zapadły ?).

Tak na marginesie działania pani ministerki maja pewien posmak pikanterii jako że pani minister i jej środowisko ma temat ZUS w jak najogólniej głębokim poważaniu (z wyłączeniem pewnego szczegółu w zakresie transferów środków między ZUS czy też budżetem centralnym państwa i KRUS). Partia i jej elektorat, który aktualnie „okupuje” ministerstwo majstrujące przy systemie emerytalnym dla normalnie pracujących i nie utrzymujących się z „pracy na roli” ma bowiem własny system emerytalny o nazwie KRUS (Kasa Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego) na który co roku zrzucają się wszyscy podatnicy w kwocie kilkunastu miliardów złotych (w roku 2010 członkowie KRUS wpłacą 1,4 miliarda zł składek podczas gdy do wypłaty świadczeń budżet z naszych podatków dołoży dodatkowo blisko 17 miliardów złotych). Dla nie wtajemniczonych przypomnę że składki samych członków KRUS są 10 razy niższe niż najniższe składki członka ZUS (dodatkowo płacone są kwartalnie a nie miesięcznie jak w ZUS) a poziom emerytury nie odbiega znacząco od tej wielkości jaką niedługo wypłaci ZUS z 1-go filaru osobom z niższymi niż „przeciętne” zarobkami.
Jedyne co interesuje tą grupę zaangażowaną w KRUS to zagwarantowanie sobie w budżecie dopłat do własnego systemu emerytalnego rolników z pieniędzy innych podatników i absolutny brak reform tegoż systemu.
Argumenty powtarzane za dalszym trwaniem KRUS w swej postaci są niezmienne: „że rolnicy nie mają pieniędzy na płacenie składek wegetując na granicy przeżycia, że wzrosną ceny żywności, że taka jest „umowa społeczna” miasta ze wsią itp. „bzdety”.
Ponieważ pieniędzy brakuje nie tylko dla ZUS (deficyt ZUS jest obecnie wyższy ponad 3 razy niż ten przytoczony dla KRUS na rok 2010) więc wymyślono by wziąć je z systemu OFE co pozwoli chwilowo załatać dziurę w ZUS i dalej trwać w braku reformy własnego KRUS co zagwarantuje poparcie własnego wiejskiego elektoratu.

Nie upłynęło dużo czasu a nasza pani minister oraz specjalista od spraw wszelkich a w szczególności od spraw najtrudniejszych i wszelkiej maści rządowych strategii czyli minister Boni (notabene były opozycjonista i jednocześnie długoletni współpracownik komunistycznej służby bezpieczeństwa o pseudonimie TW „Znak” piastujący już w przeszłości bardzo odpowiedzialne stanowisko w resorcie u Longina Komołowskiego a dziś konstytucyjny minister i jeden z najważniejszych doradców premiera) rozpoczęli przygotowania do ograniczenia dopływu strumienia pieniędzy coraz szerzej płynącego do OFE.
Żeby nie wywołać nie zadowolenia elektoratu bo nie ustalono jeszcze czy elektorat nie uznał by tego za zamach na swoją przyszłą emeryturę podzielili się rolami. Kwestia tego kto był bohaterem pozytywnym a kto negatywnym była uzależniona od tego jak elektorat zapatrywał się na problem istnienia OFE. W przypadku osób akceptujących z grubsza kierunek reformy OFE przyjęty w roku 1999 jak i samych funduszy OFE minister Fedak była uosobieniem zła dybiącego na składki członków OFE. Zaś na ich obrońcę został namaszczony minister Boni. W przypadku osób nie akceptujących modelu reformy emerytalnej i pragnących powrotu do starego dobrego wora bez dna jakim był i jest ZUS role aktorów biorących udział w tym spektaklu były odwrotne. Pomiędzy nimi w rozkroku stanął miłościwie nam panujący premier Tusk i zamawiając w sekrecie kolejne badania focusowe w temacie OFE przychylał się do pomysłów reform pani minister lub jawił się na straży obecnego systemu emerytalnego popierając swojego kolegę Boniego. Gra ta trwa do dziś z chwilowymi wyskokami na scenę nowych aktorów jak np. Jana Vincenta Rostowskiego skutecznie udającego od dłuższego czasu ministra finansów :)

Ponieważ sytuacja finansów publicznych stawała się coraz bardziej trudna (wbrew zapewnieniom o zielonej wyspie głoszonych przez ministra o wdzięcznym imieniu Vincent i nie posiadającego nawet numeru PESEL a od niedawna obdarzonego za zasługi dla polskiego podatnika indywidualnym numerem NIP- jakoś tą pensję wypłacaną w gmachu ministerstwa finansów na ul. Świętokrzyskiej a położonym w stolicy trzeba było mu księgować) a w ZUS brakowało pieniędzy na bieżące wypłaty (ZUS ponownie musiał zaciągnąć kredyty komercyjne (ostatnie ujawnione wiosną b.r. tym ze tym razem skredytował go budżet a nie prywatny bank przez co ZUS nie będzie musiał płacić odsetek bo zapłacą je wszyscy podatnicy zrzucający się na odsetki od emitowanych na wyścigi obligacji skarbu państwa)) nasi włodarze postanowili za wszelką cenę zapewnić sobie spokój obecnych emerytów ze starego systemu emerytalnego.

Wyjściem z sytuacji braku pieniędzy na wypłaty dla emerytów ze starego systemu (1-filarowych) miało być zmniejszenie transferów do OFE z 7,3% do 3%. Pozostałe pieniądze miały pójść do ZUS by poratować 1-szy filar. Co to mogło oznaczać nie trzeba nawet mówić. Było to przyznanie się że reforma OFE po 10 latach okazała się klęską i by ratować obecnych emerytów, którzy lada chwilę mogą wyjść na ulicę władza ograniczy wpłaty na przyszłych emerytów dziś płacących składki do OFE. Przyszli emeryci z OFE nie stanowią problemu bo kto by tam się dziś z ludzi u władzy przejmował że za 10 czy 20 lat nie dostaną żadnej emerytury.

Dodatkowo jeszcze w roku 2008 przyjęto założenia że emerytury z 2-go filara będą wypłacane w systemie gwarantowanych świadczeń dożywotnich i obsługiwane przez nowe instytucje o umownej nazwie FDEK (Fundusze Dożywotnich Emerytur Kapitałowych) . Będą je mogły tworzyć same OFE ale o ile pamiętam będzie też i państwowy FDEK, który będzie chyba prowadził ZUS. Za zarządzanie czyli wypłatę emerytur z OFE instytucje FDEC będą pobierały od swoich członków-żywicieli skromną opłatę w wysokości 3,5% zgromadzonego kapitału z tym że panowie ministrowie twierdzili że te 3,5% będzie liczone tylko od tego co w danym miesiącu FDEK wypłaci czyli np. od 500zł emerytury z OFE (powiedzmy że już ta kwota została opodatkowana) prowizja będzie wynosiła 17,5 zł miesięcznie, rocznie będzie to 210 zł a w ciągu 10 lat emeryt „zabuli” na rzecz swojego FDEK skromne 2100zł .
Decyzja o powstaniu FDEK i jego roli była przysłowiowym gwoździem do trumny tematu dziedziczenia emerytur z OFE. Według koncepcji FDEC emerytura wypłacana z OFE miała być wypłacana na takich samych zasadach jak z ZUS czyli dożywotnio i bez prawa odbioru świadczenia jednorazowo z ta tylko różnicą że przewidziano szczątkowe dziedzicznie emerytury przez okres 37 miesięcy od przejścia na emeryturę. Przypomnę że za każdy miesiąc życia rodzina emeryta w przypadku jego śmierci dostawała by w ramach dziedziczenia zgromadzony kapitał pomniejszony o 2,7% a po 37 miesiącach od przejścia na emeryturę przepadły by na rzecz „systemu emerytalnego” wszystkie składki OFE pozostałe na koncie emerytalnym a nie wykorzystane na wypłatę emerytury dla zmarłego niezależnie od tego czy było by ich za 100 tyś czy za 1 milion złotych. Jest to prawie analogiczna sytuacja do tej jaka ma miejsce dziś w ZUS w tzw. 1-szym filarze gdzie bogaty zmarły finansuje swoimi składkami biedniejszych a emerytury będzie dostawał prawie tyle samo co ci ubodzy.

Aktualnie cały czas trwa przepychanka co do ograniczenia strumienia pieniędzy kierowanego do OFE na rzecz skierowania tych środków do bankrutującego ZUS. Jednocześnie minister finansów prowadzi gierki z Komisją Europejską by w wyniku zabiegów kreatywnej księgowości zobowiązania państwa względem OFE nie były księgowane jako zadłużenie ale wręcz jako przychody państwa.

Najnowsza odsłona tej batalii sprowadza się do śmiałego stwierdzenia z połowy października 2010 że w przypadku przekroczenia tzw. progu ostrożnościowego wynoszącego 55% PKB przy dalszym i bezrozumnym zadłużaniu nas przez państwo rząd zdecyduje się na całkowite wstrzymanie transferów składek do OFE na rzecz ZUS. Będzie to ostateczna śmierć systemu emerytalnego z roku 1999 i powrót do jedynie słusznej koncepcji (w mniemaniu władzy) państwowego systemu piramidy finansowej o nazwie ZUS.

Z ostatniej chwili czyli ledwo kilkadziesiąt godzin wcześniej pojawiły się kolejne założenia do reformy OFE opracowane przez naszego wspaniałego i nie zastąpionego ministra Boniego i jak wydaje się zaakceptowane przez panią prezes / prezydent Lewicką z konfederacji skupiającej OFE.
Projekt jest wywieszony na stronach kancelarii drogiego premiera i można sobie poczytać jak kogoś interesuje ten temat. Z grubsza ujmując temat zmiany zakładają uruchomienie w roku 2011 3 subfunduszy (A, B, C) z różnym poziomem ryzyka z automatycznym przenoszeniem środków (na wniosek można opóźnić lub przyspieszyć o 5 lat) do bezpieczniejszego funduszu w wiek przed emerytalnym. Planowana obniżka opłat od składek z 3,5 do 2,3 w połowie 2011 i kolejne obniżki w mniej ryzykownych funduszach (zabawne jest dlaczego ktoś chce pobierać 1,3% od składki kupując dla klienta bezpieczne obligacje skarbu państwa, z reguły jak sami kupujemy obligacje nikt nie każe nam dopłacać za samą możliwość ich zakupu :)

W kolejnej cześć zajmiemy się ostatecznie interesującym wątkiem „czyje są środki gromadzone w OFE”. Zapowiadałem to jakiś czas temu ale jakoś nie złożyło się by to opisać w sposób zrozumiały i przejrzysty dla czytelnika i to przed przedstawieniem tła historycznego działań w zakresie reformy systemu emerytalnego.

Źródło: http://www.niepoprawni.pl/blog/2456/emerytura-ktorej-nie-bedzie-czyli-polski-system-zusofe-cz-5

Artykuł wykorzystany za zgodą autora 2-AM, oryginalny tytuł artykułu: „Emerytura której nie będzie czyli polski system ZUS+OFE”.

Warto przeczytać:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *